Janda przemówiła na pogrzebie Frycza. Tak wyglądała ich ostatnia rozmowa
Krystyna Janda pożegnała Jana Frycza podczas uroczystości pogrzebowych na warszawskich Powązkach. Aktorka wygłosiła osobistą przemowę, w której wróciła pamięcią do ich wspólnej pracy i jednej z ostatnich rozmów ze zmarłym aktorem.
W poniedziałek 7 września Warszawa pożegnała Jana Frycza, jednego z najwybitniejszych polskich aktorów. Na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach pojawili się bliscy artysty oraz liczni przedstawiciele świata kultury. Wśród osób, które zabrały głos podczas uroczystości, była Krystyna Janda. Jej przemowa miała bardzo osobisty charakter.
Jan Frycz spoczął na Powązkach. Tłumy pożegnały wybitnego aktora
Jan Frycz zmarł 15 sierpnia 2026 roku w wieku 72 lat. Jego odejście było ogromną stratą dla polskiego środowiska artystycznego. Aktor przez dekady pracował na scenie, przed kamerą i w telewizji, tworząc role, które na stałe zapisały się w historii polskiego kina i teatru. Był związany między innymi ze Starym Teatrem w Krakowie oraz Teatrem Narodowym w Warszawie.
Frycz pozostawił po sobie niezwykle bogaty dorobek. Widzowie pamiętają go między innymi z takich filmów jak „Pręgi”, „Pornografia” czy „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”. Dużą popularność przyniosły mu również role serialowe, w tym występ w głośnym „Ślepnąc od świateł”. Charakterystyczny głos, wyrazista osobowość i niekonwencjonalny sposób grania sprawiły, że trudno było pomylić go z jakimkolwiek innym aktorem.
Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w poniedziałek o godzinie 11 w Sali Pożegnań na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Wśród białych kwiatów i świec wystawiono urnę z prochami aktora. Obok znalazły się jego odznaczenia, w tym Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.
O godzinie 13 kondukt żałobny wyruszył na Stare Powązki. Jan Frycz został pochowany w Alei Zasłużonych, w miejscu, w którym spoczywają osoby szczególnie zasłużone dla polskiej kultury i życia publicznego.
Na uroczystości pojawili się przedstawiciele środowiska artystycznego. Wśród nich byli między innymi Krystyna Janda i Jan Englert. Dla wielu osób było to nie tylko oficjalne pożegnanie znanego aktora, ale przede wszystkim moment, w którym można było wspominać kolegę, współpracownika i przyjaciela.
Rodzina Frycza poprosiła również, aby zamiast kwiatów wesprzeć Dom Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie.
Zobacz też: Anita Szymaniak i Adrian Szymaniak – historia miłości | Świat Gwiazd

Krystyna Janda wspominała Jana Frycza. „Grałeś, jakbyś oddychał”
Podczas ceremonii głos zabrała Krystyna Janda, która mówiła o Fryczu z ogromnym uznaniem, ale też wyraźnym wzruszeniem. Nie skupiła się wyłącznie na jego dorobku. W jej przemowie znalazło się sporo osobistych wspomnień dotyczących ich wspólnej pracy i relacji.
Aktorka podkreślała przede wszystkim jego niezwykły talent. Wspominała Frycza jako artystę, który nie potrzebował specjalnych zabiegów, by przyciągać uwagę. Na scenie miał być całkowicie naturalny, spontaniczny i nieprzewidywalny.
Janku, są różni artyści. Ty byłeś artystą po prostu wielkim, jak to się mówi, z łaski Bożej. Niespodziewanym, kapryśnym, niekonwencjonalnym. Grałeś, jakbyś oddychał. Skakałeś po górach z lekkością i zawracałeś kijem Wisłę, kiedy grałeś, a na koniec wydawało się, że tego nie zauważasz.
To jedno ze zdań, które szczególnie mocno wybrzmiało podczas pożegnania. Janda próbowała opisać w nim nie tylko warsztat Frycza, ale jego wyjątkowy sposób istnienia jako aktora. Według jej wspomnienia miał ogromną swobodę, a jednocześnie potrafił całkowicie podporządkować się roli.
Zobacz też: Kim jest żona Jana Frycza? Małgorzata Frycz - wiek, kariera, związek z aktorem, dzieci | Świat Gwiazd
Aktorka mówiła także o tym, jak wyglądała ich współpraca. Z jej słów wynikało, że Frycz był dla niej przede wszystkim fascynującym rozmówcą i partnerem artystycznym. Szczególnie ceniła jego sposób myślenia — przekorny, inteligentny i nieoczywisty.
Uwielbiałam, jak myślisz. Odwrotnie, ironicznie, prześmiewczo, jednocześnie inteligentnie, głęboko, odważnie. Od złości do śmiechu, od grozy do żartów, od czułości do nienawiści bym u siebie milimetry. Chyba z nikim się tyle nie naśmiałam pracując i z nikim mniej rozmawiałam o zawodzie.
W tych słowach Janda pokazała Frycza z nieco innej strony. Nie tylko jako aktora o wielkim talencie, ale również jako człowieka, z którym można było się śmiać i którego sposób patrzenia na świat pozostawał inspirujący.
Zobacz też: Hanna Bieluszko – wiek, kariera, choroba nowotworowa, życie prywatne | Świat Gwiazd
Jej przemowa była pełna ciepła. Nie zabrakło w niej również charakterystycznej dla wspomnień o Fryczu lekkości. Nawet podczas tak trudnego momentu Janda potrafiła przywołać przede wszystkim to, co w ich relacji było prawdziwe i wyjątkowe.
„Tak sobie dzwonię. Po nic”. Janda opowiedziała o ostatniej rozmowie
Najbardziej osobisty fragment przemowy dotyczył ostatniego telefonu Jana Frycza do Krystyny Jandy. Aktorka zdradziła, że do ich rozmowy doszło mniej więcej miesiąc przed śmiercią aktora. Początkowo nie wiedziała, dlaczego Frycz się odezwał.
Nie było żadnej pilnej sprawy ani konkretnego zawodowego tematu. Telefon pojawił się niespodziewanie. Janda opowiedziała o tej sytuacji podczas pogrzebu, a jej wspomnienie szybko stało się jednym z najbardziej poruszających momentów uroczystości.
Nie wiedział, jak jest wspaniały. To naprawdę rzadkie. Ostatnio dzwonił do wielu z nas niespodziewanie. Do mnie bodaj miesiąc temu. Co się dzieje, zapytałam. ‘Po co to zadawać takie pytania? Tak sobie dzwonię. Po nic’. Janku, twoje niezbędne minimum, jak zwykłeś mówić, to było życie na wietrze, w sztormie, w wiecznym szukaniu schronienia i ukojenia.
Właśnie prostota tej rozmowy sprawiła, że wspomnienie zabrzmiało tak mocno. Frycz nie zadzwonił do Jandy w konkretnej sprawie. Chciał po prostu porozmawiać. Dla aktorki po czasie stało się to jednym z tych drobnych wspomnień, które nabierają zupełnie innego znaczenia.
Janda wspomniała również, że Frycz w ostatnim czasie miał niespodziewanie kontaktować się z wieloma osobami. Jego telefony nie zawsze wynikały z potrzeby załatwienia konkretnej sprawy. Czasem wystarczała sama rozmowa.
Aktorka mówiła o nim z ogromną czułością. W jej wspomnieniu pojawił się człowiek, który potrafił patrzeć na świat inaczej niż większość. Był artystą nieprzewidywalnym, odważnym i bardzo charakterystycznym, ale jednocześnie kimś, z kim można było stworzyć wyjątkową relację.
Jan Frycz pozostawił po sobie dziesiątki ról i ogromną grupę ludzi, którzy mieli okazję z nim pracować. Na pogrzebie wspominali go między innymi Krystyna Janda i Jan Englert, a licznie zgromadzeni artyści pokazali, jak ważną postacią był dla polskiego teatru i kina.
Dla Jandy jednym z najważniejszych wspomnień pozostał jednak nie spektakl, film czy premiera, ale zwyczajny telefon od kolegi. Rozmowa, która w chwili, gdy się odbywała, nie zapowiadała niczego niezwykłego. Dziś nabrała zupełnie innego znaczenia.

Skompletuj najlepszą szkolną wyprawkę w supercenach w MediaExpert