Kawalec rozlicza się z Zenkiem. Przyszedł do śniadaniówki i... Oj to poniesie się echem
Jacek Kawalec zdecydował się publicznie wyjaśnić kulisy swojego odejścia z Budki Suflera. Aktor i wokalista w rozmowie w programie „Dzień Dobry wakacje” odniósł się do konfliktu, który wybuchł po jego satyrycznym występie nawiązującym do disco polo i Zenona Martyniuka. Podkreślił, że kontrowersyjny numer wykonywał już na długo przed rozpoczęciem współpracy z legendarnym zespołem. Według jego relacji problem pojawił się dopiero po jednym z ostatnich występów, mimo że wcześniej nikt nie zgłaszał mu zastrzeżeń.
Kawalec nie zgodził się również ze sposobem, w jaki przedstawiono stanowisko Budki Suflera w sprawie jego parodii. Ostatecznie sam podjął decyzję o zakończeniu współpracy, choć jeszcze przez pewien czas będzie występował z grupą podczas wcześniej zaplanowanych koncertów. Jednocześnie stanowczo broni prawa artysty do satyry i własnej interpretacji tematów obecnych w kulturze. Teraz jego słowa mogą ponownie rozpętać dyskusję wokół konfliktu, w który zaangażowany został także Zenon Martyniuk.
Od parodii do wielkiej afery
Jacek Kawalec od lat łączy aktorstwo z muzyką i działalnością sceniczną. W ostatnim czasie znalazł się jednak w centrum medialnej burzy za sprawą fragmentu swojego solowego występu. Artysta zaprezentował w nim satyryczny numer dotyczący disco polo, nawiązując między innymi do charakterystycznego głosu Zenona Martyniuka. Występ szybko zdobył popularność w sieci i wywołał falę komentarzy.
Sprawa zaczęła mieć poważniejsze konsekwencje, gdy głos zabrał Tomasz Zeliszewski, związany z Budką Suflera. Muzyk postanowił publicznie zaznaczyć, że występ Kawalca nie był stanowiskiem zespołu, a przy okazji przeprosił Zenona Martyniuka. Niedługo później okazało się, że Jacek Kawalec odchodzi z Budki Suflera.
Sam Martyniuk również nie zamierzał pozostawić sprawy bez komentarza. W ostrych słowach ocenił zachowanie aktora, zarzucając mu między innymi brak szacunku i sugerując, że za jego działaniem może stać zazdrość o sukcesy. Wokalista zapowiedział ponadto podjęcie kroków prawnych.
Kawalec zdecydował się teraz opowiedzieć o wszystkim ze swojej perspektywy. W programie „Dzień Dobry wakacje” wyjaśnił, że kontrowersyjny numer wcale nie powstał z myślą o Budce Suflera.
Zobacz także: "Diagnoza nowotworowa". Ujawniono, dlaczego Harry wraca do Wielkiej Brytanii. W tle król

Jacek Kawalec przedstawił swoją wersję wydarzeń
Aktor stanowczo podkreślił, że parodia ma znacznie dłuższą historię, niż mogłoby wynikać z ostatnich doniesień. Według jego relacji przygotował ją jeszcze przed rozpoczęciem współpracy z Budką Suflera.
Parodia, którą zrobiłem już parę lat temu, jeszcze zanim trafiłem do zespołu Budka Suflera, krąży w necie od bardzo dawna. Napisałem tekst, który jest jakby moim spojrzeniem na zjawisko, jakim jest disco polo i od jakiegoś czasu używam go scenicznie w swoich solowych występach. Oczywiście nie z Budką Suflera, tylko poza nią – tłumaczył.
Kawalec odniósł się również do stanowiska Tomasza Zeliszewskiego. Według niego sytuacja była tym bardziej zaskakująca, że wcześniej nikt nie zgłaszał mu zastrzeżeń do wykonywanego numeru.
I nagle jednemu z moich kolegów z zespołu to się nie spodobało. A dzień wcześniej słyszał tę piosenkę w moim wykonaniu na żywo i nie powiedział mi w oczy, że to jest nie w porządku. Wystosował oświadczenie, pod którym podpisał się jako cały zespół, nie informując o tym ani mnie, ani reszty zespołu, co uważam za przekroczenie warunków współpracy – wskazał aktor.
Kiedy prowadzący zapytali go, czy został wyrzucony z zespołu, Kawalec przedstawił sprawę inaczej.
Nie, oni nie powiedzieli, że kończą, tylko ja powiedziałem, że kończę. Uznałem to za chwyt poniżej pasa wobec kogoś, kogo uważa się za kolegę. (...) Po 1989 roku nikt nie ma prawa cenzurować wypowiedzi artystycznych – wyjaśnił.
Zobacz także: Nie wszyscy wrócą do Wielkiej Brytanii. Rodzina Meghan podjęła decyzję
Pożegnanie ze słuchaczami
Mimo decyzji o odejściu Jacek Kawalec nie zamierza z dnia na dzień zniknąć ze sceny u boku Budki Suflera. Aktor chce zagrać wcześniej zakontraktowane koncerty, dzięki czemu będzie miał okazję pożegnać się z publicznością, która w ostatnich latach oglądała go podczas występów zespołu.
Będę miał jeszcze okazję pożegnać się z widownią, która oglądała mnie na scenie z Budką Suflera. W moim oświadczeniu rezygnującym ze współpracy, chcąc uniknąć problemów menedżerowi, którego bardzo szanuję za jego pracę, oraz organizatorom koncertów (gdzie umowy gwarantowały mój udział pod groźbą dużych kar), postanowiłem zagrać ostatnie zakontraktowane koncerty. Potem jednak definitywnie kończę współpracę, bo nie tak to sobie wyobrażałem – poinformował.
Afera, która zaczęła się od jednego satyrycznego występu, doprowadziła więc do zakończenia współpracy Kawalca z zespołem. Aktor podkreśla jednak, że nie zamierza rezygnować z własnej działalności artystycznej. Na razie pozostaje mu dokończenie wcześniej ustalonych koncertów, a później rozpoczęcie kolejnego etapu swojej kariery już poza Budką Suflera.