Partnerka Łukasza Litewki ostro o sprawcy wypadku. "Zaczyna robić z siebie ofiarę"
Łukasz Litewka zginął 23 kwietnia w wypadku drogowym w Dąbrowie Górniczej. Cztery miesiące po tragedii jego partnerka Natalia Bacławska ponownie zabrała głos. W najnowszej rozmowie odniosła się również do zachowania kierowcy, który uczestniczył w śmiertelnym wypadku.
Bacławska od śmierci partnera stopniowo opowiada o tym, jak wygląda jej życie po stracie. Wcześniej mówiła między innymi o żałobie i codzienności bez ukochanego. Teraz w rozmowie z Żurnalistą wróciła do wydarzeń, które na zawsze zmieniły jej życie. Nie zabrakło również pytań o kierowcę i dalszy ciąg sprawy. Partnerka Litewki nie ukrywa, że niektóre jego zachowania budzą w niej szczególnie silne emocje. Fragment wywiadu, który trafił do sieci, już wywołał duże zainteresowanie.
Natalia Bacławska wraca do śmierci Łukasza Litewki
Łukasz Litewka zginął 23 kwietnia 2026 roku w Dąbrowie Górniczej. 36-letni poseł Lewicy jechał rowerem ulicą Kazimierzowską, gdy został potrącony przez samochód marki Mitsubishi Colt. Kierowca auta został zatrzymany, a następnie usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Prokuratura informowała, że mężczyzna nieumyślnie naruszył zasady ruchu drogowego i również nieumyślnie spowodował śmierć parlamentarzysty.
Od tamtego dnia dla Natalii Bacławskiej rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Partnerka Litewki już wcześniej publicznie mówiła o stracie i o tym, jak trudno było jej wrócić do codzienności po śmierci ukochanego. W rozmowie z programem „Uwaga! TVN” opowiadała, że wracanie do wspólnego domu stało się dla niej wyjątkowo trudnym doświadczeniem. Jak mówiła, Łukasz był dla niej nie tylko partnerem, ale także przyjacielem, wsparciem i najważniejszą osobą w życiu.
Teraz Bacławska ponownie zdecydowała się zabrać głos. Tym razem tematem rozmowy jest między innymi mężczyzna, który siedział za kierownicą samochodu w chwili tragedii. Fragment wywiadu z partnerką Litewki został opublikowany przed emisją pełnej rozmowy w podcaście „Żurnalista”. Już krótki materiał pokazuje, że emocje wokół sprawy nadal są bardzo silne.
Sprawdź także: Syn Jana Frycza pożegnał ojca. Jego słowa wzruszają

Sprawa wypadku Łukasza Litewki. Co wiadomo o kierowcy
Bacławska mówi wprost, że jej zdaniem zachowanie kierowcy jest trudne do zaakceptowania. Nie chodzi przy tym wyłącznie o sam moment wypadku, ale także o to, co wydarzyło się później i jak mężczyzna przedstawiał swoją sytuację:
Gdybym była na miejscu osoby, która zabiła drugą osobę, pierwsze, co bym zrobiła, to na kolanach przyszłabym do rodziny (…) natomiast ten człowiek zaczyna robić z siebie ofiarę.
W sprawie śmierci Łukasza Litewki od początku pojawiały się pytania dotyczące przebiegu samego wypadku. Śledczy ustalili, że do zderzenia samochodu z rowerem doszło 23 kwietnia o godzinie 13.14. Litewka od kilku minut prowadził rozmowę telefoniczną, jednak korzystał ze słuchawki, a nie trzymał telefonu w dłoni. Monitoring potwierdził, że nie naruszał w ten sposób przepisów dotyczących korzystania z telefonu podczas jazdy rowerem.
Kierowca Mitsubishi został zatrzymany i usłyszał zarzut spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Początkowo sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztowania, z możliwością opuszczenia go po wpłaceniu 40 tys. zł poręczenia majątkowego. Mężczyzna wpłacił tę kwotę i 28 kwietnia wyszedł na wolność. W maju Sąd Okręgowy w Sosnowcu uchylił wszystkie zastosowane wobec niego środki zapobiegawcze.
Ważne są również późniejsze ustalenia śledczych. Badania nie wykazały u podejrzanego obecności substancji, które mogłyby wpływać na jego percepcję lub zdolności motoryczne. Prokuratura ustaliła także, że w chwili wypadku nie korzystał z telefonu.
Jednocześnie sam mężczyzna w rozmowie z mediami przedstawiał swoją wersję wydarzeń. Jak relacjonował „Fakt”, miał w pewnym momencie stracić świadomość, a odzyskać ją dopiero wtedy, gdy samochód znajdował się już w rowie. Twierdził również, że nie pamięta samego zdarzenia. Mówił o silnych emocjach po tragedii i o tym, że żyje z „piętnem zabójcy”.
To właśnie ten sposób opowiadania o sytuacji najwyraźniej szczególnie mocno zderza się z perspektywą Natalii Bacławskiej. Dla niej konsekwencje wydarzenia są przede wszystkim związane z nieodwracalną stratą człowieka, z którym planowała dalsze życie. Z jej punktu widzenia trudno więc zaakceptować sytuację, w której osoba podejrzana o spowodowanie wypadku mówi również o własnym cierpieniu.
Sprawdź także: Olga Frycz żegna ojca. Pokazała zdjęcie z Janem Fryczem
Partnerka Łukasza Litewki mówi o żałobie i oczekiwaniu na skruchę
Partnerka Litewki już wcześniej opowiadała o tym, jak wyglądały pierwsze dni po jego śmierci. W rozmowie z „Uwaga! TVN” mówiła, że budziła się z poczuciem, iż Łukasz za chwilę pojawi się w domu. Wspominała również, że wspólne miejsce przestało być dla niej tym samym domem, ponieważ zabrakło w nim człowieka, który nadawał mu znaczenie.
Bacławska i Litewka byli parą, która przez długi czas chroniła swoje życie prywatne. Jak wynikało z wcześniejszej rozmowy kobiety z „Uwaga! TVN”, poznali się przypadkiem przez wspólną znajomą, a trzy lata przed śmiercią zamieszkali razem. Ich relacja była dla niej ważną częścią codzienności, dlatego strata nie ograniczyła się do jednego dramatycznego momentu. Oznaczała także konieczność odnalezienia się w życiu, które nagle zostało pozbawione wspólnych planów.
Właśnie dlatego jej najnowsze słowa o kierowcy trzeba czytać w kontekście żałoby, a nie wyłącznie jako komentarz do postępowania karnego. Bacławska mówi o tym, czego sama oczekiwałaby od człowieka znajdującego się po drugiej stronie tej tragedii. W jej ocenie naturalną reakcją powinny być przeprosiny, skrucha i próba zwrócenia się do rodziny osoby, która zginęła. Nie ukrywa przy tym, że jest poruszona tym, jak kierowca przedstawiał własne doświadczenia po wypadku. Stąd mocne stwierdzenie o „robieniu z siebie ofiary”. To ocena Bacławskiej, wynikająca z jej osobistej perspektywy. Nie jest ona ustaleniem śledczych ani rozstrzygnięciem sądu.
Jednocześnie nie można pominąć tego, że mężczyzna przyznał się do winy już na początku postępowania. Jego obrońca później podkreślał, że 57-latek nie kwestionuje swojej winy i nie ma wątpliwości, że popełnił zarzucane mu przestępstwo. Nie zmienia to jednak faktu, że odpowiedzialność karna wymaga sądowego rozstrzygnięcia.
