Pogrzeb Andrzeja Beya-Zaborskiego. Rodzina miała prośbę do żałobników
Andrzej Beya-Zaborski zmarł w sobotę, 11 sierpnia, w wieku 75 lat. Aktor pozostawił po sobie imponujący dorobek teatralny, filmowy i telewizyjny. Największą popularność przyniosła mu rola komendanta w cyklu „U Pana Boga...”, dzięki której pokochały go kolejne pokolenia widzów. 18 sierpnia w Białymstoku odbyły się uroczystości pogrzebowe artysty.
Rodzina zwróciła się do żałobników z nietypową prośbą – zamiast kwiatów poprosiła o wsparcie Fundacji „Pomóż Im”, prowadzącej hospicjum dla dzieci. Szczególnym symbolem podczas ceremonii były pałeczki perkusyjne umieszczone przy urnie. Nie był to przypadkowy detal – zanim Beya-Zaborski został aktorem, z powodzeniem zajmował się muzyką i grał na perkusji.
Andrzej Beya-Zaborski nie żyje
Andrzej Beya-Zaborski był aktorem teatralnym, filmowym i telewizyjnym, a także reżyserem teatralnym. Z Białostockim Teatrem Lalek związał się już w 1978 roku i przez kolejne dekady rozwijał swoją karierę sceniczną. Na jego dorobek składały się liczne role teatralne, a także praca reżyserska.
Ogólnopolską rozpoznawalność przyniosła mu jednak przede wszystkim produkcja Jacka Bromskiego „U Pana Boga za piecem” z 1998 roku. Beya-Zaborski wcielił się w niej w komendanta policji Henryka Wołkołyckiego. Charakterystyczna kreacja szybko zdobyła sympatię widzów, a aktor powrócił do tej roli w kolejnych odsłonach popularnego cyklu.
Wystąpił w „U Pana Boga w ogródku” oraz „U Pana Boga za miedzą”. Jego postać pojawiła się również w najnowszej części serii – „U Pana Boga w Królowym Moście”. Film ten ponownie zgromadził znanych bohaterów cyklu, w tym komendanta, proboszcza i burmistrza.
Zobacz także: Michał Wiśniewski w żałobie. “Dziś odszedł”

Zanim został aktorem, grał na perkusji
Muzyczna pasja to mniej znana część historii Andrzeja Beya-Zaborskiego. Zanim związał swoje życie ze sceną teatralną, był perkusistą. W młodości grał w zespołach jazzowych i rockowych, a jego zainteresowanie muzyką towarzyszyło mu jeszcze przed rozpoczęciem studiów aktorskich.
Później wybrał aktorstwo, ale dawna pasja pozostała ważnym elementem jego historii. Dlatego pałeczki położone przy urnie podczas pogrzebu były czymś więcej niż tylko rekwizytem. Stały się symbolicznym przypomnieniem człowieka, którego życie miało kilka artystycznych odsłon.
Dla szerokiej publiczności Beya-Zaborski pozostanie przede wszystkim niezapomnianym komendantem z „U Pana Boga...”. Jego role, charakterystyczny sposób gry i poczucie humoru sprawiły, że na stałe zapisał się w pamięci polskich widzów.
Odszedł w wieku 75 lat, pozostawiając po sobie dorobek, do którego publiczność będzie wracać. Szczególnie mocno wspominana będzie jego kreacja komendanta Henryka – jedna z tych ról, które na długo stają się częścią polskiej kultury filmowej.
Zobacz także: Krzysztof Ibisz oficjalnie ogłosił. To koniec “Demakijażu”
Pogrzeb aktora. Rodzina miała ważną prośbę
Ostatnie pożegnanie Andrzeja Beya-Zaborskiego odbyło się 18 sierpnia w Białymstoku. Msza żałobna rozpoczęła się o godz. 10.30 w kaplicy na Cmentarzu Farnym przy ul. Raginisa 8. Następnie żałobnicy odprowadzili aktora na miejsce wiecznego spoczynku.
Rodzina jeszcze przed uroczystościami zwróciła się do żałobników z ważną prośbą. Zamiast przynosić kwiaty, poprosiła o przekazanie datków na Fundację „Pomóż Im”, która prowadzi hospicjum dla dzieci.
To prośba, która nadała pożegnaniu dodatkowy, niezwykle ważny wymiar. Zamiast kolejnych wiązanek bliscy chcieli, aby pamięć o aktorze przełożyła się na konkretną pomoc potrzebującym dzieciom.
