Robert Lewandowski i nocne sceny w Chicago. Doniesienia zza oceanu nie są dobre
Robert Lewandowski znów znalazł się na ustach kibiców, ale tym razem powód do dumy jest znikomy. Choć jego drużyna odniosła w nocy spektakularne zwycięstwo, kapitan reprezentacji Polski opuszczał boisko, będąc wyraźnie niezadowolonym z decyzji o zmianie. Ten wyraźny kontrast między euforią trybun a osobistym rozczarowaniem gwiazdora wywołał w sieci lawinę komentarzy, udowadniając, że polski napastnik przeżywa w Stanach Zjednoczonych wyjątkowo trudne chwile.
Sceny z wczorajszego meczu nie napawają kibiców optymizmem. Na twarzy kapitana polskiej reprezentacji widać było niezadowolenie, a nawet rozgoryczenie z podjętej decyzji. Co działo sie podczas meczu?
Robert Lewandowski opuszcza boisko w 60. minucie
Nocne starcie na słynnym stadionie Soldier Field miało być kolejnym popisem Polaka, ale rzeczywistość okazała się brutalna. Trener Gregg Berhalter zdecydował o zmianie w 60. minucie spotkania z Portland Timbers i ściągnął gwiazdora z boiska. Na murawę wszedł Jonathan Bamba. To właśnie ten moment dolał oliwy do ognia.
Dało się zauważyć, że napastnik schodził z murawy wyraźnie niezadowolony. Emocje wzięły górę nad chłodną kalkulacją. Złość i frustracja malowały się na jego twarzy. Kamery i czujni kibice błyskawicznie to wychwycili.
Zanim jednak kapitan kadry opuścił murawę, doszło do sytuacji, która wprawiła w osłupienie cały stadion. Zmarnował stuprocentową okazję, nie trafiając do niemal pustej bramki z odległości zaledwie kilku metrów. To pudło z pewnością będzie mu się śniło po nocach.
Dziennikarz Alex Calabrese stwierdził wprost:
Od początku było widać, że Polak zmaga się z potężną presją.
Zmarnowane szanse i niemoc w polu karnym sprawiają, że amerykański sen powoli zamienia się w koszmar. Każdy nieudany ruch tylko podkręca gęstą atmosferę wokół jego osoby.

Statystyki bez litości. Eksperci nie zostawili suchej nitki
Liczby z tego nocnego widowiska są dla Polaka absolutnie bezlitosne. Eksperci śledzący rozgrywki MLS nie zostawili na nim suchej nitki, punktując każdy błąd. W trakcie całego pobytu na boisku Lewandowski zanotował zaledwie siedemnaście kontaktów z piłką. Z czego tylko trzy razy dotknął piłki w obrębie szesnastki przeciwnika. Dla zawodnika o jego renomie to wynik wręcz szokujący.
W pomeczowych zestawieniach kapitan naszej kadry otrzymał druzgocącą notę 6.20. Taka ocena mówi sama za siebie. Pokazuje dobitnie, z jak gigantycznym rozczarowaniem mamy do czynienia. Internauci błyskawicznie zaczęli komentować jego formę. Czy to chwilowy kryzys, czy grubszy problem z nową ligą? Noc w Chicago okazała się dla napastnika wyjątkowo chłodna.
Historyczny tryumf Chicago Fire. Drużyna błyszczy bez gwiazdy
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że osobisty dramat napastnika rozegrał się w cieniu wielkiego klubowego święta. Bramki dla Chicago Fire zdobyli Robin Lod w 9. minucie oraz Dje D'Avilla w 14. minucie meczu. Podczas gdy Lewandowski przebywał na ławce rezerwowych po zmianie, jego koledzy dowieźli do końcowego gwizdka cenne zwycięstwo 2:1 nad ekipą Portland Timbers.
Ten tryumf miał wyjątkowo symboliczny wymiar. Był jednocześnie setnym, historycznym zwycięstwem Chicago Fire na legendarnym stadionie Soldier Field. To zwycięstwo pozwoliło drużynie awansować na zaszczytne trzecie miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej MLS. Była to już piąta wygrana Chicago Fire z rzędu.
Zespół radzi sobie fenomenalnie i maszeruje w górę ligowej drabinki. Udowadnia tym samym, że potrafi wygrywać w wielkim stylu nawet wtedy, gdy jego największa gwiazda chwilowo gaśnie.
