Uwielbiany aktor i jego żona zginęli w strasznym pożarze. Polacy szaleli na punkcie serialu, w którym grał
Świat reflektorów i szklanego ekranu potrafi skutecznie zaszczepić w nas przekonanie, że życie artystów to pasmo niekończących się, bezpiecznych opowieści. Często zapominamy, że za maskami fikcyjnych bohaterów kryją się ludzie z krwi i kości, których prywatne biografie nierzadko przewyższają swoją głębią najbardziej kunsztowne hollywoodzkie scenarrisze. Kiedy los decyduje się dopisać do nich nagły, tragiczny finał, wirtualna kurtyna opada, pozostawiając nas w głębokiej zadumie nad ulotnością ludzkiego bytowania. Taki właśnie smutny epilog spotkał wybitnego człowieka, który w jednym życiu zdołał połączyć kilka niezwykłych powołań.
Tragiczna śmierć
Wstrząsające wieści napłynęły z niewielkiej, spokojnej miejscowości Blairstown w amerykańskim stanie New Jersey. W pożarze własnego domu tragicznie zginął 80-letni aktor Paul Avery wraz ze swoją ukochaną małżonką. Mimo błyskawicznej i profesjonalnej interwencji lokalnych służb ratunkowych oraz natychmiastowego przewiezienia poszkodowanych do szpitala, lekarzom nie udało się uratować pary.
Tę bolesną informację oficjalnie potwierdziła w mediach społecznościowych ich córka, Kyle Avery, dzieląc się z internautami niezwykle poruszającym, osobistym wyznaniem:
„Tak bardzo ich kochaliśmy, a oni kochali nas i nikt nigdy nie musiał się zastanawiać, czy tak właśnie było”.
Role, które każdy pamięta
Dla milionów widzów przed telewizorami Paul Avery na zawsze pozostanie Hughiem – sympatycznym barmanem z kultowej opery mydlanej „Wszystkie moje dzieci”, w którą to rolę wcielał się z powodzeniem przez ponad dekadę. Fani kina mogą kojarzyć go również z drobnych epizodów w legendarnym „Supermanie” z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego ósmego roku czy serialach „Soap” i „Three’s Company”.
Życie prywatne pełne wzlotów
Jednak jego prawdziwe życie wykraczało daleko poza sztywne ramy aktorskiego rzemiosła, tworząc mozaikę niezwykłych, życiowych doświadczeń:
Wojskowa przeszłość – w czasie wojny w Wietnamie służył jako odważny szef załogi śmigłowca.
Podniebna pasja – od najmłodszych lat pasjonował się skokami spadochronowymi, a po armii latał amatorsko.
Dziennikarskie zacięcie – po zakończeniu kariery na planie pisał dla prestiżowego „New York Timesa” i założył gazetę „Ridge View Echo”.
Pełna miłości opieka – od dwa tysiące osiemnastego roku był pełnoetatowym, oddanym opiekunem żony po udarze.
Dnia dzisiejszego Joe Phalon, bliski przyjaciel rodziny, bez wahania określił zmarłego mianem „najciekawszego człowieka na świecie”. Choć skomplikowanymi okolicznościami wybuchu tragicznego ognia zajmują się obecnie śledczy, jedno pozostaje pewne – pamięć o tym wyjątkowym małżeństwie i ich wielkiej, wzajemnej miłości pozostanie żywa na zawsze w sercach lokalnej społeczności.