Swiatgwiazd.pl

Tylko u nas: Agnieszka Kobus-Zawojska o dbaniu o swoją kondycję psychiczną

1 Września 2021

Autor tekstu:

Martyna Pałka

Udostępnij:

Niedawno zakończyły się długo wyczekiwane Igrzyska Olimpijskie 2021. Nasi rodacy przywieźli z Tokio aż 14 medali, w tym 4 złote, 5 srebrnych i 5 brązowych. Wśród sportowców, którzy stanęli na podium podczas tej ważnej międzynarodowej imprezy była nasza wioślarka Agnieszka Kobus-Zawojska, która wróciła do ojczyzny ze srebrnym krążkiem. Zapytaliśmy wicemistrzyni olimpijskiej o to, czego najbardziej obawiała się podczas igrzysk, co uważa o korzystaniu z pomocy psychologa oraz dlaczego zrezygnowała z diety wegetariańskiej. Utytułowana wioślarka opowiedziała nam o dzieciństwie, podróżach i swoich spostrzeżeniach na temat sytuacji z pływakami podczas Igrzysk Olimpijskich Tokio 2021!

Przede wszystkim na wstępie chciałam pogratulować wywalczenia srebrnego medalu na tegorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Jadąc tam, byłaś pewna takiego sukcesu, czy raczej podchodziłaś do tego bardziej na chłodno?

Agnieszka Kobus-Zawojska: Dziękuję bardzo! Jechałyśmy tam z myślą o tym, że chcemy zdobyć medal. Połowa z naszej osady tj. Marysia (red. Maria Sajdak) i ja miałyśmy już takie trofeum olimpijskie z Rio, co prawda w brązie, ale nastrajało nas do walki o więcej. Ponadto przez ostatnie pięć lat całą osadą potwierdzałyśmy co roku, na najważniejszych zawodach, wysoką formę. Jako sportowiec muszę być pewna siebie i wierzyć, że ta ciężka praca, którą wykonuję już tyle lat ma sens i prowadzi mnie do mistrzostwa. Nie jesteśmy dziewczynkami do bicia, tylko chcemy walczyć o najwyższe cele. Chociaż, nie ukrywam, że ten rok był trochę dziwny. Nie pojechałam na Mistrzostwa Europy ze względu na zakażenie koronawirusem. Później był też zły start na I Pucharze Świata, więc zaczął się tworzyć pewien niepokój. Jednak na III Pucharze Świata byłyśmy już trzecie i trochę ta nasza pewność siebie znowu wzrosła.

Co było trudniejsze podczas startu w igrzyskach olimpijskich, bo mówiłaś, że pojawiła się delikatna niepewność. Według Ciebie, trudniejsza jest walka z innymi zawodniczkami czy może jednak właśnie ta walka z samą sobą, żeby poradzić sobie z presją i stresem, jaki na pewno towarzyszy przy reprezentowaniu swojego kraju na takiej imprezie?

- W naszej dyscyplinie nie ma takiej rywalizacji bezpośredniej, tak jak jest to na przykład w sportach walki. Wprawdzie ścigamy się z innymi osadami, ale nie mamy wpływu na to, co one robią. Dlatego trzeba się skupić mimo wszystko głównie na zadaniu, na bezbłędnym ruchu i nie myśleć o rzeczach pobocznych. Dla mnie każdy dzień, każdy trening to jest walka z samą sobą i z presją. Myślę, że to właśnie te treningi mi pokazują, jak silna jestem, kiedy próbuję przesuwać swoje kolejne granice wytrzymałości i zdeterminowania.

Co pomaga Ci lepiej poradzić sobie z właśnie z tymi natrętnymi myślami i stresem, aby nie pojawiały się one w czasie startu w zawodach?

- Jestem osobą, która zawsze troszkę się stresuje. Wychodzę z założenia, że muszę się stresować, bo to oznacza, że zbliża się ważny moment, na którym mi zależy. Oczywiście, ten stres musi być w odpowiedniej ilości, bo on nie może mnie paraliżować. Muszę być mocno skoncentrowana ale i trzeźwo myśląca oraz gotowa do działania na najwyższych obrotach. Nie zawsze łatwo przychodziło mi uzyskanie i zaakceptowanie jako pożądany takiego stanu. Bardzo pomogła mi w tym współpraca z psychologiem czy też różne formy medytacji. Bardzo odpręża mnie spacer, niezależnie czy z moim kochanym psem, czy sama ze sobą. Czuję, że łatwiej wówczas zarządzić mi moimi myślami.

Wspomniałaś o korzystaniu z pomocy psychologa. Wiele osób dalej uważa to za coś wstydliwego i raczej niechętnie podchodzi do takiego rozwiązania. Co poradziłabyś wszystkim osobom, nie tylko sportowcom, którzy wahają się nad udaniem się do specjalisty, a średnio radzą sobie z presją i stresem w pracy czy nawet w szkole?

- Przede wszystkim trzeba umieć dostrzec u siebie problem. Ja sobie zdałam sprawę, że w pewnych momentach nie radzę sobie ze swoimi emocjami i sama na sobie wywieram zbyt dużą presję. Poczułam, że potrzebuję kogoś, komu będę mogła wszystko opowiedzieć. Ale to musi być dobry psycholog, tzn. nie taki, który koniecznie musi mieć nieposzlakowaną opinię, ale ten, co do którego ty jesteś przekonana. Ten, kto będzie dobry dla mnie, niekoniecznie może być dobry dla ciebie. Nie jest pewnie łatwo znaleźć taką osobę. Ja miałam jednak to szczęście, że Magdalenę Flis-Kuc trafiłam już przy pierwszej próbie poszukiwań dobrego psychologa. Nie uważam, aby dbanie o swoją kondycję psychiczną było powodem do wstydu. Tak samo, jak boli nas ręka, czy noga to jedziemy do ortopedy. Jak mamy napięty mięsień to idziemy do fizjoterapeuty. Tak samo jest z dolegliwościami w sferze psychicznej i towarzyszącymi im emocjami. Aby je wyeliminować jak najszybciej powinniśmy iść do specjalisty, a nie próbować prostować to samemu, czy z koleżanką. Psycholog da Ci „narzędzia” i przekaże wiedzę, która pozwoli Ci zapanować nad niechcianymi stanami lub chociażby ograniczyć ich dolegliwość. Nie ma w tym zupełnie nic wstydliwego. Uważam, że wstydem jest nie korzystać z dobrodziejstw nauki.

tvn-bartek-jędrzejak

Tylko u nas: Prowadzący „Dzień Dobry TVN” Bartek Jędrzejak o sprawie koncesji dla TVN

CZYTAJ DALEJ

Pozostała część artykułu pod materiałem wideo:

Tegoroczne igrzyska odbywały się w trochę innych warunkach ze względu na trwającą pandemię. Czy było coś czego szczególnie obawiałaś się w związku z obostrzeniami, na przykład niedopilnowania jakiś formalności czy wyskakującego nagle pozytywnego wyniku testu?

- Dokładnie tak. Może formalności się nie bałam, bo zawsze staram się wszystkiego dopilnować, ale na pewno bałam się właśnie tego testu. Na przykład tego, że w Polsce będziemy wszystkie zdrowe, a okaże się, że jednej wyjdzie już w Tokio test pozytywny. Mimo, że jest to rzecz, na którą w teorii nie mamy żadnego wpływu, to bardzo stresowało podczas tych całych igrzysk. Bałam się właśnie takich rzeczy, na które nie mam wpływu i które mogą się wydarzyć, takie przypadki losowe. Nigdy nie obawiam się takich rzeczy jak wyścigu, poziom formy czy innych, na które mamy wpływ i które budujemy cały rok.

Czy będąc w Tokio dało się odczuć, że trwa właśnie pandemia? Było coś, czego nie można było robić Wam - sportowcom lub też przeciwnie, czy były jakieś procedury, które pojawiły się w związku z koronawirusem? Jak to wyglądało w porównaniu z igrzyskami w Rio, które jak wiemy miały miejsce przed pandemią.

- Najbardziej widoczny był brak kibiców. To jest duża strata dla nas i to się czuje. Mówi się, że wioślarstwo to taki sport, gdzie my nie czujemy dopingu. Oczywiście, może czujemy to trochę mniej niż w innych sportach ale te igrzyska pokazały dobitnie i nam jak kibice są ważni. Nie ukrywam, że z powodu ich braku na trybunach było mi przykro. Ale starałam się skupić na innych rzeczach, przede wszystkim na wyścigu. Tak musiało być. Oczywiście męczące było noszenie maseczek w wiosce olimpijskiej. Smutne było też to, że nie mogliśmy z tej wioski wychodzić! W Rio, po starcie, zwiedziłam bardzo dużą część tego miasta, a niestety w przypadku Tokio musiałam napisać do męża, że musimy tu wrócić, kiedy będzie już możliwość zwiedzania. Ta wizyta to był tylko sport, cel, zadanie do wykonania i tyle.

Wiadomo, że obecność kibiców bardzo motywuje. Czy ich brak odbijał się troszeczkę na starcie? Był moment kiedy miałaś myśli: „Kurczę szkoda, że nikt na żywo nie będzie mnie wspierał i machał flagą z trybun”?

- Tak. Było mi bardzo szkoda, ponieważ na święta w 2019 roku, kiedy jeszcze myśleliśmy, że igrzyska odbędą się w 2020, kupiłam bilety do Tokio moim rodzicom. To był mój taki prezent dla nich za to, że oni mnie wychowali w takim duchu sportowym. Chciałam dać im tę możliwość, aby ten ostatni, bo nie mogę nic zagwarantować, start na igrzyskach olimpijskich mogli oglądać na żywo. Niestety później dowiedziałam się, że przesuną się one o rok, a następnie, że będą bez kibiców. Dla mnie było to bardzo przykre, bo moi rodzice jak do tej pory byli praktycznie na każdym moim starcie.

A propos właśnie Twoich rodziców. Wiem, że Twoja przygoda z wioślarstwem zaczęła się właśnie dzięki rodzicom, którzy też trenowali. Czy w związku z tym można powiedzieć, że zostałaś “zmuszona” do uprawiania akurat tego sportu czy był to Twój indywidualny wybór, na który rodzice nie mieli wpływu?

- Na początku oczywiście mówili coś o tym sporcie, ale nie od razu zaprowadzili mnie na wiosła. Ja startowałam w biegach dzielnicowych i tam mnie złapał trener ze szkoły sportowej. Tam były dwie klasy: żeglarska i wioślarska. Wtedy już rodzice powiedzieli, że jak mam dwie opcje do wyboru, to już wiadomo, że wioślarska. Oczywiście, na początku były takie głosy w domu, czy to od dziadka, czy od mojej siostry, że zbyt duża presja ze strony rodziców, ale ja jak patrzę z perspektywy czasu, to tak nie uważam. Myślę, że może to mi pokazało i uodporniło w mojej zawodowej karierze. Oczywiście, że tata chciał, żebym osiągała te wyniki, ale dzięki temu nauczyłam się, co to jest ciężka praca i przede wszystkim, umiałam sobie z tym sportem radzić pod względem psychicznym.

A czy zdarzało się, że rodzice pełnili funkcje trenera poza oficjalnymi treningami? Czy to pod względem fizycznym, czy też psychicznym i emocjonalnym?

- Na początku mojej drogi na pewno tak było. Nawet na tych początkowych startach w młodości bałam się, że jak taty nie będzie, to pójdzie mi źle. Traktowałam go poniekąd, jak takiego mentora, psychologa. Oczywiście, nie wchodził on w kompetencje mojego trenera od wioślarstwa, ale jak byłam u nich w domu, bo oni mieszkają poza Warszawą, a byłam przed jakimiś zawodami, to on mówił: „Chodź Aga, idziesz na bieganie”. On wtedy jechał na rowerze i było to coś na zasadzie: od tej latarni do kolejnej przyspieszenie. Ale uważam, że to było dobre! Nie dość, że rodzina się zżyła, to jeszcze my mamy taką naszą wspólną pasję – sport. Moi rodzice bardzo lubią oglądać sport, tak więc to wszystko się układało. Ten medal olimpijski jest też zbudowany przez właśnie takie cegiełki z tego dzieciństwa.

Kochasz sport, ale kochasz też podróżować. Wiem, że nie jesteś z tych podróżników, którzy podążają typowo turystycznymi ścieżkami i zwiedzają oklepane miejsca, ale szukasz czegoś lokalnego i oryginalnego. Mówiłaś, że nie mogłaś opuszczać wioski i słabo zwiedziłaś Tokio. Czy przed wylotem miałaś taką przygotowaną checklistę miejsc, które koniecznie chciałabyś tam zobaczyć?

- Jak kupiłam rodzicom te bilety do Tokio, to napisałam sobie na kartce te miejsca. Teraz mogę ich już nie pamiętać, ale miałam nawet planszę, jak pojedziemy. Na pewno chcieliśmy zobaczyć Kyoto i taką świątynię, ale teraz nie pamiętam jej nazwy. Będę musiała sprawdzić moją kartkę. Ja kiedy kupiłam im te bilety na święta, to narysowałam też taką kartkę właśnie i plan całego wyjazdu, że od tego do tego dnia oglądają wyścigi, a później miałam ich zabrać na wycieczkę. Zaskoczyłaś mnie tym pytaniem, bo tak na wyrywki nie pamiętam! W tym voucherze ode mnie, bo w takiej formie to właśnie zrobiłam, był rozpisany cały ten wyjazd. Tam mieliśmy bodajże pięć dni na zwiedzanie.

Intensywne zwiedzanie?

- Niestety tak. Mój powrót był bodajże piątego sierpnia, więc przez to trzeba było to zaplanować intensywnie, ale też w taki sposób, żeby rodzice za mną nadążyli!

Wiem, że marzy Ci się podróż dookoła świata, ale gdybyś mogła wybrać jedno miejsce, no możesz dwa, które są na szczycie Twoich miejsc-marzeń do zwiedzenia, to co by to było?

- Teraz to mnie zaskoczyłaś. Bardzo chciałabym pojechać na Zanzibar i mam nadzieję, że to niebawem się spełni. Poza tym bardzo nam się marzy z mężem wyjazd do Argentyny i Chile, do Patagonii. To piękny obszar i super byłoby go zobaczyć.

Dlaczego akurat Argentyna i Chile?

- Wiesz co, sama nie wiem. Generalnie, na przykład historia naszej podróży poślubnej była taka, że oglądałam zdjęcia na Instagramie i zobaczyłam na profilu Martyny Wojciechowskiej ładne zdjęcie z Meksyku i powiedziałam do mojego męża, że musimy tam pojechać. I pojechaliśmy do Meksyku zobaczyć właśnie to miejsce! Przy okazji zobaczyliśmy też bardzo dużo tego kraju. Uważam, że Patagonia jest naprawdę piękna pod względem natury. Ostatnio jednak mój znajomy nam opowiedział, że Argentyna jest bardzo niebezpieczna, więc już mój Maciek tak trochę się krzywi. Co jeszcze z takiej listy? Byliśmy z Maćkiem w Nowym Jorku w 2014 roku i bardzo byłam zła, że wróciliśmy i nie zrobiłam joggingu w Central Parku! Teraz się śmieję, że musimy tam wrócić i muszę to odhaczyć! Może to głupio zabrzmi, taki banał, ale po prostu chciałabym pobiegać w Central Parku i też zobaczyć nowojorską choinkę, ale to jak będą otwarte granice, to może się uda jeszcze w tym roku.

Skoro tak bardzo lubisz podróżować i zwiedziłaś naprawdę wiele miejsc, to nigdy nie przyszedł Ci do głowy pomysł, żeby wyprowadzić się do innego kraju? Wolisz mieszkać i trenować tutaj w Polsce?

- Tak. Miałam kiedyś propozycję, jak przechodziłam z kategorii juniora do młodzieżowca, żeby studiować w Stanach Zjednoczonych. Zastanawiałam się nad tym, ale bardzo mi zależało na tym, żeby reprezentować nasz kraj. Byłaby opcja, żebym nadal była w kadrze studiując w Stanach, ale jednak bardziej były brane pod uwagę te zawodniczki, które były w całym tym etapie szkolenia w ciągu całego roku przygotowawczego. My w roku spędzamy około 300 dni na zgrupowaniach. To zawsze było moje marzenie, żeby startować w Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata, dlatego zrezygnowałam. A jeśli chodzi o takie zwykłe wyprowadzenie się z Polski, to nie. Nie czuję takiej potrzeby. Naprawdę dobrze się tutaj czuję i lubię miejsce w którym mieszkam. Chciałabym wszędzie pojechać, ale zdecydowanie lubię mieć takie miejsce, do którego wracam i w Warszawie czuję się po prostu dobrze.

Na chwilę wrócę jeszcze do ostatnich igrzysk olimpijskich. Mówiłaś, że nie bałaś się niedopilnowania formalności, ale właśnie ze względu na taką sytuację nasi pływacy niestety nie mogli zaprezentować się w Tokio. Co o tym myślisz i czy choć przez moment bałaś się, że Was również może spotkać taka sytuacja?

- Na szczęście nie, bo u nas jest trochę inny system kwalifikacji. Po prostu zdobywamy kwalifikację na Mistrzostwach Świata i mamy tę pewność. Co do tej sytuacji, dla mnie jest to strasznie przykre, że takie coś miało miejsce. Nawet, jakby ci ludzie mieli nie wystartować na igrzyskach, to fajnie jakby dowiedzieli się wcześniej. Być już na miejscu i zawracać. Odebrać już całą tą wyprawkę olimpijską i nie móc reprezentować kraju. To jest straszne. Myślę, że to wpłynęło na cały team. Ja byłam na wyścigach pływaków. Później po swoim starcie byłam na starcie Radka Kawęckiego czy Laury Biernat i uważam, że oni są fajną, zżytą i zgraną ekipą, ale nie chcę wiedzieć, co oni czuli.

Zejdziemy teraz na przyjemniejszy temat. Uwielbiasz gotować, prowadzisz zdrowy tryb życia, używasz zdrowszych zamienników w kuchni. Co z dietą wegetariańską albo wegańską? Myślałaś o tym kiedyś albo może próbowałaś takiej diety? Jaka jest Twoja opinia na ten temat?

- Próbowałam w grudniu chyba w 2018 roku nie jeść mięsa. Uważam, że ograniczenie mięsa jest okej, a nawet jego całkowite wyeliminowanie. Tylko czasem ludzie nie rozumieją, że dieta wegańska czy wegetariańska też może być niezdrowa. To, że w sklepie jest napisane, że coś jest „Vegan”, to dalej może być tam masa cukru. W tym wypadku, może warto wziąć wtedy normalny produkt. Oczywiście inna sprawa jeśli ktoś rezygnuje z mięsa z powodów etycznych. Niezależnie od preferencji żywieniowych dieta przede wszystkim powinna być dobrze zbilansowana. Po moim krótkim epizodzie z niejedzeniem mięsa ciężko mi powiedzieć, czy to się przełożyło na lepsze samopoczucie. Na pewno całe moje otoczenie uważało, że bez mięsa nie da się zbudować takiej siły jaką my potrzebujemy aby zwyciężać. Niestety nie udało mi się im tego udowodnić.

Z jakiego powodu zdecydowałaś się na ten próbny miesiąc? Czysta ciekawość?

- Obejrzałam na Netflixie film „The Game Changers”. Później przeczytałam też wiele recenzji i opinii w tym temacie i starałam się sobie jakoś wypośrodkować moje zdanie. Uważam, że w życiu generalnie ciężko jest coś wyeliminować. Powinniśmy ograniczać pewne rzeczy, a nie na siłę z nich rezygnować. Nie wszystko jest czarno-białe. Staram się w życiu odnaleźć ten odcień szarości. Na przykład ograniczyć mięso, a nie w ogóle zrezygnować z jedzenia go.

Wiemy już, że diety wegetariańskiej i wegańskiej nie stosujesz. A czy w ogóle stosujesz jakąś dietę czy bardziej stawiasz na po prostu zbilansowane posiłki. Czy jest jakaś dieta o konkretnej nazwie, którą stosujesz lub stosowałaś w przeszłości?

- Nie, w ogóle nie stosuję takich rzeczy. Ale jestem zawodniczką, która ma czasem problem z żelazem. Poprosiłam więc kiedyś o radę dietetyczkę Ulę Somow, która zajmuję się lekkoatletami i ona podała mi pewne produkty, które powinnam spożywać częściej. Ona lubi i stosuję dietę wegetariańską, więc też fajnie, bo nauczyła mnie jeść więcej warzyw i pokazała, że warzywa mogą być smaczne. Generalnie jednak stosuję po prostu catering dietetyczny, ze względu na to, że nie mam dużo czasu. Dojadam też jakimiś suplementami, na przykład białkiem po treningu lub dojadam do tego właśnie warzywa.

Co poradziłabyś osobom, które mają problem ze zbilansowaną dietą? Jak się zmotywować, żeby jeść zdrowiej, więcej warzyw i trzymać to wszystko w odpowiednich ryzach?

- To brzmi bardzo prosto, ale taka jest prawda, że przede wszystkim będziemy się wtedy lepiej czuć. Na przykład, kiedy nie jemy całej czekolady to nasza cera wygląda dużo lepiej. Mówię to, mimo, że bardzo lubię czekoladę, ale wiem, że muszę się z tym ograniczać, bo nie jest to bardzo zdrowy produkt. Tak naprawdę w ogóle nie jest zdrowy. Ja widzę różnicę, jak przez chociaż dwa dni jem śmieciowe jedzenie albo gdzieś w biegu, a później normalnie jem o stałych porach. Zdecydowanie lepiej trenuje mi się przy tym drugim podejściu. Myślę, że to też działa i na takim amatorskim poziomie treningów. Chodzi o lepsze samopoczucie. Zdrowie mamy jedno i musi nam wystarczyć do końca życia, więc warto o nie dbać.

Zobacz zdjęcia:

IMG 8626-sharpen-stabilize (1)-2

Agnieszka Kobus-Zawojska

IMG 8778

Agnieszka Kobus-Zawojska

IMG 8787-sharpen-stabilize

Agnieszka Kobus-Zawojska

3ac0da33-659c-45a0-91ff-b201e4b33e47

Agnieszka Kobus-Zawojska

IMG 20191019 213252

Agnieszka Kobus-Zawojska

Artykuły polecane przez redakcję Świat Gwiazd:

  • Ujawniono przyczynę śmierci Piotra Gesslera. Rodzina podała też szczegóły pogrzebu

  • Jan Kliment nagle pojawił się na scenie "Tańca z gwiazdami". Jest komentarz TVN

  • Gwiazda polskich seriali mieszka w skandalicznych warunkach. Zdjęcia pokazała jego żona

Źródło: Wywiad

Jeżeli chcesz się podzielić informacjami na temat gwiazd i nowinek ze świata show-biznesu koniecznie napisz do nas na adres: redakcja@swiatgwiazd.pl

Martyna PałkaAutor

Optymistka z mnóstwem pomysłów i masą pozytywnej energii. Z zaciekawieniem śledzę wszystkie wydarzenia na świecie i w mediach społecznościowych. Interesuję się psychologią, radiem, muzyką i filmem.

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: redakcja@swiatgwiazd.pl

Podobne artykuły

Wywiady

Piękne i niezwykle zdolne. Kinga i Pamela Posturzyńskie o tym, jak założyły markę odzieżową

Czytaj więcej >
TVN - Bartek Jędrzejak

Wywiady

Tylko u nas: Prowadzący „Dzień Dobry TVN” Bartek Jędrzejak o sprawie koncesji dla TVN

Czytaj więcej >
Zosia Zborowska

Wywiady

Zofia Zborowska opowiedziała o swoim połogu. Zapytaliśmy ginekologa, czy faktycznie jest to najcięższy czas w życiu kobiety

Czytaj więcej >
Sylwia Bomba

Wywiady

Sylwia Bomba opowiedziała nam o swoim dzieciństwie. Była wyśmiewana z powodu wyglądu

Czytaj więcej >
Monika Chabel

Wywiady

TYLKO U NAS: Monika Chabel chwilę po awansie do finału Igrzysk Olimpijskich 2021 w Tokio

Czytaj więcej >

Wywiady

Tylko u nas: Mariusz Szczygieł o aferze z Samuelą Górską

Czytaj więcej >