"Ciekną mi łzy". Wspomniał o Adrianie Szymaniaku. Tylko jedno chcę pamiętać
Adrian Szymaniak, uczestnik „Ślubu od pierwszego wejrzenia”, zmarł 5 września 2026 roku po ponad roku walki z glejakiem IV stopnia. Jego śmierć poruszyła rodzinę, przyjaciół i widzów programu. Teraz poruszające wspomnienie opublikował Marcin Wichrowski, ojciec chrzestny córki Adriana, Bianki, oraz uczestnik drugiej edycji programu.
Wichrowski nie ukrywał emocji. Przyznał, że wciąż trudno mu uwierzyć, że jego przyjaciela już nie ma, a codzienne przedmioty przypominają mu o wspólnie spędzonych chwilach. W swoim wpisie podkreślił przede wszystkim, jakim Adrian był człowiekiem: naturalnym, uśmiechniętym i pełnym pozytywnej energii.
Adrian Szymaniak nie żyje. Przez ponad rok walczył z ciężką chorobą
Adrian Szymaniak zdobył popularność dzięki „Ślubowi od pierwszego wejrzenia”. W programie poznał Anitę Szydłowską i właśnie ta telewizyjna historia okazała się początkiem prawdziwego związku. Para została razem także po zakończeniu programu, stworzyła rodzinę i doczekała się dwojga dzieci. Ich relacja przez lata była jedną z tych historii z programu, które szczególnie zapadły widzom w pamięć.
Niestety, w połowie 2025 roku życie rodziny mocno się zmieniło. U Adriana zdiagnozowano glejaka wielopostaciowego IV stopnia, czyli wyjątkowo agresywny nowotwór mózgu. Szymaniak nie zamknął się jednak przed światem. Wraz z żoną informował w mediach społecznościowych o kolejnych etapach leczenia i pokazywał, jak wygląda ich codzienność w cieniu choroby.
Adrian przechodził operacje, radioterapię i chemioterapię, a także korzystał z terapii TTFields z wykorzystaniem systemu Optune. Rodzina nie ukrywała, że walka jest bardzo trudna, jednocześnie szukając kolejnych możliwości leczenia i prosząc o wsparcie.
W lipcu 2026 roku pojawiły się informacje o wznowie choroby. Z czasem stan Adriana zaczął się pogarszać. Bliscy informowali, że wrócił do domu i znajdował się pod całodobową opieką.
5 września Anita Szydłowska-Szymaniak poinformowała o śmierci męża. Adrian miał 39 lat.
Rodzina od początku prosiła o uszanowanie prywatności. Ostatnie pożegnanie odbyło się w kameralnym, rodzinnym gronie, bez udziału mediów. Bliscy zaapelowali również o niepublikowanie zdjęć i nagrań z ceremonii.

„Ciekną mi łzy”. Marcin Wichrowski pożegnał przyjaciela
Wśród osób, które pożegnały Adriana w mediach społecznościowych, znalazł się Marcin Wichrowski. Ich znajomość sięga czasów programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, ale z czasem przerodziła się w znacznie bliższą relację. Wichrowski był również ojcem chrzestnym córki Adriana, Bianki.
Po informacji o śmierci przyjaciela Marcin opublikował bardzo osobisty wpis. Nie próbował ukrywać ogromnych emocji. Wręcz przeciwnie — napisał wprost o płaczu, niedowierzaniu i pustce, która pojawiła się po odejściu Adriana.
Adi… Nie mogę sobie uzmysłowić, że ciebie już nie ma z nami, że nie usłyszę "Dobrze, że jesteś Marcin". Jeszcze tak niedawno byłeś obok. Mogłem zadzwonić, spotkać się, porozmawiać, pośmiać się…a dzisiaj próbuję znaleźć słowa, które w ogóle mogą opisać to, co czuję. Chodzę z kąta w kąt i ciągle ciekną mi łzy…jest mi tak cholernie smutno. Wszędzie widzę Ciebie…patrząc na Twoje auto, buty czy koszulkę…
To właśnie zwyczajne rzeczy najmocniej przypominają o osobach, których nagle zabrakło. Samochód, ubrania, przedmioty, charakterystyczne powiedzenia — wszystko może w jednej chwili przywołać wspomnienie.
Wichrowski nie ukrywał, że nie potrafi jeszcze przyjąć do wiadomości, że Adriana nie ma. W jego słowach szczególnie mocno wybrzmiewa tęsknota za codziennością, która wcześniej wydawała się czymś oczywistym.
Marcin wspomniał także o niezwykłej łatwości, z jaką Adrian nawiązywał kontakt z ludźmi. Nie potrzebował wielkich słów ani specjalnych okazji. Wystarczała jego obecność, uśmiech i charakterystyczne poczucie humoru.
Dla Wichrowskiego Adrian był kimś, przy kim można było po prostu być sobą. I właśnie ten obraz przyjaciela postanowił zachować.
„Chciałbym pamiętać tylko to”. Takiego Adriana zapamięta Marcin
Po opisaniu bólu i niedowierzania Marcin Wichrowski przeszedł do tego, co jest dla niego najważniejsze. Nie chce, by pamięć o Adrianie została zdominowana przez jego chorobę i ostatnie, najtrudniejsze miesiące. Woli wracać do tego, jaki jego przyjaciel był wcześniej.
Chciałbym pamiętać tylko to:
Jaki Ty byłeś normalny,
Jaki Ty byłeś uśmiechnięty,
Jak przy Tobie zacierały się wszystkie granice.
Nie czuło się do Ciebie dystansu. Nie trzeba było niczego udawać. Przy Tobie można było po prostu być sobą.
Biła od Ciebie po prostu pozytywna energia.
Te słowa pokazują, że dla bliskich Adrian nie był przede wszystkim osobą znaną z telewizji. Był przyjacielem, mężem, ojcem i człowiekiem, który potrafił dawać innym poczucie swobody.
Wichrowski zwrócił uwagę również na jego poczucie humoru. Adrian miał mieć szczególną umiejętność rozładowywania atmosfery nawet wtedy, gdy sytuacja robiła się naprawdę trudna.
Miałeś w sobie coś, co sprawiało, że nawet w trudnych chwilach potrafiłeś rozładować atmosferę, powiedzieć coś zabawnego, rzucić swoim charakterystycznym żartem i sprawić, że na chwilę zapominało się o wszystkim. — napisał.
To właśnie taki obraz Adriana chce zachować Marcin: uśmiechniętego, naturalnego, zabawnego i pełnego dobrej energii.
W jego wspomnieniu nie ma wielkich deklaracji. Są za to drobne rzeczy, które najlepiej opisują prawdziwą bliskość — rozmowy, spotkania, śmiech i poczucie, że zawsze można było zadzwonić.
Dla widzów „Ślubu od pierwszego wejrzenia” Adrian pozostanie uczestnikiem programu, którego telewizyjna historia przerodziła się w prawdziwą miłość. Dla Marcina Wichrowskiego był jednak przede wszystkim przyjacielem i człowiekiem, którego obecność dawała innym dużo dobrej energii.
I właśnie to, a nie chorobę czy cierpienie, chce zachować w pamięci.

Skompletuj najlepszą szkolną wyprawkę w supercenach w MediaExpert: