Ekspert bez litości o scenach w sejmie. Tak podsumował Tuska i resztę
Polityczna przepychanka w Sejmie ponownie przeniosła się do mediów społecznościowych. Donald Tusk i politycy PiS znaleźli się w centrum uwagi, a ekspert od komunikacji ocenił, kto lepiej rozegrał całe zamieszanie. Wojciech Kardyś nie miał wątpliwości, że za zachowaniem premiera stoi konkretny plan.
Sejmowe wystąpienie, polityczne transparenty i błyskawiczna odpowiedź premiera wywołały spore poruszenie. Tym razem w centrum dyskusji znalazła się nie tylko sama polityczna wymiana zdań, ale również sposób, w jaki jej uczestnicy próbują zdobyć uwagę internautów. O kulisach tej komunikacyjnej rozgrywki opowiedział dla Plotka Wojciech Kardyś, ekspert od mediów społecznościowych i marek osobistych. Jego ocena może nie spodobać się wszystkim zainteresowanym.
Awantura o dyktatora w Sejmie. PiS przygotował transparenty, Tusk odpowiedział selfie
W piątek, 6 listopada, podczas wystąpienia przewodniczącej Parlamentu Europejskiego Roberty Metsoli w polskim Sejmie doszło do politycznej demonstracji. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości postanowili wykorzystać obecność ważnej przedstawicielki unijnych instytucji, aby zwrócić uwagę na sytuację wokół Trybunału Konstytucyjnego. Na sali pojawił się duży czarny transparent z anglojęzycznym napisem „Tusk = Dictator”, czyli „Tusk = dyktator”. Nie zabrakło również mniejszych plansz, na których znalazły się oskarżenia o zamach stanu zainicjowany przez obecnego premiera. Politycy prezentowali także fotografie przedstawiające policję przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego.
Akcja opozycji odbywała się w trakcie przemówienia Roberty Metsoli, która mówiła między innymi o roli Polski w Europie, zagrożeniu ze strony Rosji i znaczeniu europejskiej wspólnoty. Kontrast między oficjalnym charakterem wizyty a politycznym protestem szybko przyciągnął uwagę mediów. Posłowie PiS postawili na mocny obraz, który można było łatwo wykorzystać w relacjach i publikacjach w mediach społecznościowych.
Donald Tusk nie zamierzał jednak pozostawiać tej sytuacji bez komentarza. Premier opublikował w sieci selfie, na którym widać go na tle protestujących parlamentarzystów i ich transparentu. Do fotografii dołączył krótki, zaczepny podpis:
Za chwilę zaczną śpiewać i sprzedawać zegarki.
Wpis szybko stał się kolejnym elementem politycznej dyskusji. Jak informowały media, komentarz nawiązywał do wcześniejszych wydarzeń przed Trybunałem Konstytucyjnym, gdzie protestom towarzyszyły występy muzyczne oraz prezentowanie zegarków i biżuterii przez osoby związane z TV Republika. Cała sytuacja pokazała, że współczesna polityka coraz częściej rozgrywa się również za pomocą obrazów, krótkich wpisów i internetowych żartów.
Zobacz też: Sylwia Peretti rozwodzi się z mężem. Pierwszy raz ujawniła prawdę o swoim małżeństwie | Świat Gwiazd
Donald Tusk wyśmiał transparent PiS o dyktatorze. „To świadoma strategia komunikacyjna”
Zdaniem Wojciecha Kardysia reakcja premiera nie była przypadkowa. Ekspert zwrócił uwagę, że Donald Tusk zastosował mechanizm, który można określić jako „rozbrajanie bomby”. Chodzi o przejęcie uwagi odbiorców i zmianę kontekstu wydarzenia, zanim przeciwnik polityczny zdąży wykorzystać je komunikacyjnie.
Tak, oczywiście Donald Tusk wie, co robi. To taka taktyka na rozbrajanie bomby – ocenił w rozmowie z Plotkiem.
Jak wyjaśnił, opozycja, prezentując w Sejmie duży transparent z anglojęzycznym napisem „dyktator”, chciała uzyskać mocne zdjęcia, które mogłyby szybko rozprzestrzenić się w mediach, również zagranicznych. W założeniu obraz premiera oskarżanego o nadużywanie władzy miał stać się głównym przekazem z sejmowego protestu. Właśnie dlatego tak istotne było to, co wydarzyło się chwilę później.
Opozycja przyniosła duży transparent, by uzyskać mocne zdjęcia z Sejmu, które miały ponieść się po mediach. A Tusk rozbroił to najszybciej, jak się dało, wrzucając selfie w swoje social media i wyśmiewając to – tłumaczył Kardyś.
Ekspert wskazał, że istotą tego zabiegu było przesunięcie uwagi odbiorców. Zamiast skupiać się na przekazie zawartym na transparencie, internauci dostali możliwość spojrzenia na całą sytuację z perspektywy premiera. Tusk nie wdawał się w szczegółową polemikę z hasłami opozycji. Zaproponował swoim obserwatorom zupełnie inną interpretację tego, co działo się na sejmowej sali.
To świadoma strategia komunikacyjna. Opozycja chce, żeby ludzie zobaczyli na zdjęciu premiera oskarżanego o nadużycie władzy. Tusk proponuje swoim odbiorcom inną rolę: popatrzcie na tych ludzi razem ze mną i pośmiejmy się z tego, co robią – zauważył Wojciech Kardyś.
W ten sposób ciężar całej sytuacji przesunął się z politycznego oskarżenia na zachowanie jego autorów. To właśnie oni, a nie sam napis na transparencie, stali się głównymi bohaterami internetowej dyskusji.
Co powoduje, że w centrum uwagi są autorzy transparentu i ich (zabawne?) zachowanie. Co najważniejsze, cała afera, spór o Trybunał schodzi na dalszy plan. Proste i skuteczne – ocenił ekspert.
Nieprzypadkowy był również sam komentarz premiera o śpiewaniu i sprzedaży zegarków. Jak przypomniał Kardyś, oba elementy nawiązywały do wcześniejszych wydarzeń związanych z protestami wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Opis pod zdjęciem też jest przemyślany. Wymienia śpiew i zegarki, bo podczas wcześniejszych protestów pod TK były koncerty. Dosłownie posłowie PiS z dziennikarzami przychylnej ich stacji śpiewali sobie o zamachu stanu, a ludzie związani z TV Republika sprzedawali między innymi zegarki – wyjaśniał Kardyś.
Wypowiedź Tuska łączyła więc kilka wątków, które wcześniej funkcjonowały w przestrzeni publicznej. Premier nie musiał przypominać całej historii ani tłumaczyć, do czego nawiązuje. Wystarczyło jedno zdanie, aby odbiorcy mogli odtworzyć sobie wcześniejsze wydarzenia.
W ocenie eksperta warto przyjrzeć się również reakcjom internautów pod wpisem szefa rządu. Kardyś zwrócił uwagę na komentarze, które podchwyciły żartobliwy ton całej sytuacji.
Warto też poczytać komentarze pod zdjęciem premiera. Na przykład taki: «Będzie rabat?». I to jest chyba najlepsza ilustracja tego, jak działa taki zabieg – zauważył.
Taki komentarz pokazuje, jak szybko odbiorcy potrafią przejąć zaproponowany przez polityka sposób opowiadania o wydarzeniu. Zamiast prowadzić poważną dyskusję o zarzutach dotyczących Trybunału, część internautów zaczęła rozwijać żart dotyczący sprzedaży zegarków.
Zobacz też: Niecodzienne sceny w Sejmie. Tak uderzyli w Tuska, jego reakcja to hit sieci | Świat Gwiazd
Ośmiesza przeciwników, pokazuje dystans do siebie i daje swoim sympatykom możliwość wspólnego śmiechu, na przykład z ceny zegarków patriotycznych – dodał.
Humor pozwala więc nie tylko ośmieszyć przeciwników, ale również zbudować poczucie wspólnoty wśród sympatyków danego polityka. W tym przypadku selfie i jedno zdanie wystarczyły, aby sejmowa przepychanka stała się kolejnym tematem internetowych dyskusji.
Donald Tusk kontra PiS w mediach społecznościowych. „PiS ma transparent, Tusk ma zasięg”
Czy takie działania rzeczywiście zmieniają coś w politycznym sporze? Wojciech Kardyś zwrócił uwagę na paradoks całej sytuacji. Obie strony walczą o uwagę opinii publicznej, wykorzystując obrazy, symbole, żarty i emocje. Każda próbuje pokazać wydarzenia z własnej perspektywy i przekonać odbiorców, że to właśnie jej interpretacja jest najważniejsza. Problem w tym, że internetowa popularność niekoniecznie przekłada się na rozwiązanie politycznych konfliktów.
W przypadku sejmowej akcji PiS postawiło na mocny, łatwy do odczytania symbol. Wielki transparent z hasłem „Tusk = Dictator” miał przyciągać wzrok i budować konkretną narrację wokół premiera. Nie bez znaczenia było również to, że protest odbywał się podczas wystąpienia przewodniczącej Parlamentu Europejskiego. Taki kontekst dawał możliwość zainteresowania sprawą także zagranicznych mediów.
Donald Tusk odpowiedział natomiast w sposób dopasowany do internetowych przyzwyczajeń odbiorców. Zamiast długiego komentarza wybrał selfie i krótką, humorystyczną wypowiedź. W ten sposób stworzył treść, którą można było łatwo udostępniać, cytować i komentować. W mediach społecznościowych nie zawsze wygrywa ten, kto mówi najwięcej. Czasami wystarczy jedno zdjęcie i dobrze dobrane zdanie.
Ekspert nie sprowadził jednak całej sytuacji do pytania o to, kto zdobył większą popularność w sieci. Zwrócił uwagę, że pod warstwą politycznych happeningów i internetowych przepychanek pozostaje znacznie poważniejszy problem. Spór wokół Trybunału Konstytucyjnego nie znika przecież tylko dlatego, że jedna ze stron opublikowała zabawniejszy wpis.
W tym właśnie tkwi największy paradoks całej historii. Politycy mogą zdobywać kolejne reakcje, komentarze i udostępnienia, ale nie oznacza to, że przybliżają się do rozwiązania konfliktu. Z perspektywy komunikacyjnej można mówić o skutecznej rozgrywce o uwagę, jednak jej efekty w realnym życiu politycznym pozostają zupełnie inną kwestią.
Wojciech Kardyś podsumował całą sytuację wyjątkowo dosadnie:
PiS ma transparent, Tusk ma zasięg, a Polska dalej niedziałający Trybunał Konstytucyjny. I tak to się kręci. Od dziesięciu lat.
Trudno o bardziej zwięzłe podsumowanie mechanizmu, który od lat towarzyszy polskiej polityce. Kolejne medialne starcia przyciągają uwagę, ale zasadniczy spór nadal pozostaje nierozwiązany.