Producent znowu uderza w Katarzynę Grocholę. "To był prawdziwy dramat"
Katarzyna Grochola ponownie znalazła się na celowniku Janusza Heathcliffa Iwanowskiego. Producent filmowy opublikował kolejne nagranie, w którym wrócił do kulis ekranizacji twórczości pisarki i skierował pod jej adresem poważne zarzuty. Tym razem nawiązał do jej niedawnych słów o botach i opowiedział o wydarzeniach związanych z „Ja wam pokażę”. Jego wypowiedź pojawiła się w czasie, gdy wciąż nie cichnie zamieszanie wokół nowego filmu z bohaterami „Nigdy w życiu!”.
Spór, który początkowo koncentrował się na nieobecności Joanny Jabłczyńskiej w nowej produkcji, zatacza coraz szersze kręgi. W ostatnich dniach do publicznej dyskusji włączyło się kilka osób związanych z wcześniejszymi ekranizacjami prozy Grocholi. Iwanowski już wcześniej przedstawiał własną wersję wydarzeń sprzed lat i mówił o konfliktach, do których miało dochodzić przy pracy nad „Ja wam pokażę”. Teraz wrócił do tematu z kolejną opowieścią dotyczącą kulis tamtej produkcji. W jego najnowszej wypowiedzi pojawiły się bardzo mocne słowa i zarzuty pod adresem Grocholi, które ponownie stawiają wydarzenia sprzed dwóch dekad w centrum zainteresowania.
Afera wokół „Nigdy w życiu!” nie cichnie. Katarzyna Grochola zabrała głos
Początek września przyniósł kolejne odsłony sporu, który rozpoczął się od informacji o obsadzie filmu „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później”. Produkcja nawiązuje do historii znanej z książek Katarzyny Grocholi i kinowego hitu z 2004 roku, ale – jak konsekwentnie zaznacza sama autorka – nie jest po prostu drugą częścią „Nigdy w życiu!”. Zdjęcia do filmu już się zakończyły, a na ekranie ponownie pojawią się m.in. Danuta Stenka i Artur Żmijewski.
Najwięcej emocji wywołała jednak obsada Tosi. W filmie z 2004 roku córkę Judyty grała Joanna Jabłczyńska. Tym razem rolę otrzymała Agnieszka Żulewska. Jabłczyńska podczas prezentacji jesiennej ramówki TVN powiedziała publicznie, że nie wystąpi w nowej produkcji, a jej wypowiedź szybko uruchomiła lawinę komentarzy. Producentka Anna Wichłacz informowała później, że aktorka uczestniczyła w castingu, ale ostatecznie roli nie otrzymała.
Sprawa bardzo szybko przestała dotyczyć wyłącznie decyzji obsadowej. Grochola zarzuciła Jabłczyńskiej rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i skierowała do niej wezwanie, w którym domagała się przeprosin oraz wpłaty 5 tys. zł na Fundację Rak'n'Roll. W kolejnych dniach do publicznej dyskusji dołączały następne osoby, a konflikt zaczął żyć własnym życiem w mediach społecznościowych.
6 września Grochola pojawiła się na Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego „Pociąg do literatury” w Kielcach, gdzie rozmawiała z Magdaleną Rigamonti. Pisarka podkreśliła, że nie zamierza dalej zaogniać sytuacji po przeprosinach ze strony Jabłczyńskiej. Jednocześnie tłumaczyła, że decyzja dotycząca obsady Tosi nie należała wyłącznie do niej:
Decyzje o obsadzie podejmował cały pion reżysersko-produkcyjny.
Pisarka odniosła się również do skali emocji w internecie. Jej zdaniem część zamieszania napędzają mechanizmy mediów społecznościowych. Wspomniała przy tym o botach i algorytmach, zaznaczając, że sama nie jest specjalistką w tej dziedzinie. Przyznała też, że szczególnie mocno przeżywa komentarze kierowane pod adresem jej córki.
Teraz hejt się skupił na mojej córce i to mnie potwornie boli.
Właśnie do wypowiedzi Grocholi o botach postanowił nawiązać Janusz Heathcliff Iwanowski. Producent, który już wcześniej publicznie opowiadał o swojej współpracy z pisarką, wykorzystał jej słowa jako punkt wyjścia do kolejnego nagrania.
Sprawdź także: Agnieszka Kaczorowska i Marcin Rogacewicz – historia miłości. Jak się poznali?

Janusz Heathcliff Iwanowski mówi o „Ja wam pokażę!”. Jest jednak ważna nieścisłość
Iwanowski nie pojawił się w tej historii dopiero teraz. Od kilku dni publikuje nagrania, w których przedstawia własną wersję wydarzeń związanych z powstawaniem „Ja wam pokażę!”. Film z Grażyną Wolszczak w roli Judyty trafił do kin w 2006 roku i był kolejną ekranizacją prozy Katarzyny Grocholi po ogromnym sukcesie „Nigdy w życiu!”.
W swoich wcześniejszych wypowiedziach Iwanowski twierdził, że podczas przygotowywania produkcji dochodziło do poważnych sporów. Według jego relacji Grochola miała domagać się zmian w scenariuszu, a także odmówić sprzedaży praw do kolejnej swojej powieści. Producent przekonywał również, że dysponuje dokumentami dotyczącymi tamtych wydarzeń, w tym umowami i wiadomościami, które – według niego – mają potwierdzać przedstawianą wersję. Wspominał nawet o wiadomościach „w tym z groźbami”. To relacja samego Iwanowskiego, której nie należy przedstawiać jako bezspornie ustalonego przebiegu wydarzeń.
Jest jeszcze jedna istotna kwestia dotycząca jego wypowiedzi. Choć w publikowanych nagraniach mówi o swoim bezpośrednim zaangażowaniu w „Ja wam pokażę!”, a część mediów przedstawia go wprost jako producenta tego filmu, dostępne bazy filmowe nie potwierdzają, że pełnił przy nim taką funkcję. Nazwiska Iwanowskiego nie ma w dostępnej filmografii „Ja wam pokażę!” wśród osób odpowiedzialnych za produkcję. Co więcej, także w jego własnej filmografii w bazie FilmPolski.pl produkcja z 2006 roku nie występuje. Nie oznacza to automatycznie, że Iwanowski nie był w żaden sposób zaangażowany w przedsięwzięcie lub jego przygotowania. Na podstawie publicznie dostępnych wykazów nie można jednak potwierdzić, że był producentem „Ja wam pokażę!”.
Sam Iwanowski bez wątpienia jest producentem filmowym. W oficjalnej bazie FilmPolski.pl ma w tej roli przypisane m.in. „Rysia”, „Jeszcze raz”, „Złoty środek”, „Proceder”, „Krime Story. Love Story” oraz „Gierka”. Jego działalność producencka nie budzi więc wątpliwości.
To istotne zastrzeżenie, ponieważ Iwanowski w swoich najnowszych materiałach mówi nie tylko o wydarzeniach, których miał być świadkiem. Opowiada także o własnych pieniądzach, ustaleniach z aktorami oraz swojej roli w dalszych planach związanych z „Ja wam pokażę”. Jego słowa są więc relacją osoby, która deklaruje bezpośrednie zaangażowanie w przedsięwzięcie.
Obecna dyskusja o tym, kto powinien wystąpić w nowej produkcji związanej z „Nigdy w życiu!”, ponownie skierowała uwagę na wcześniejsze ekranizacje prozy Grocholi. Iwanowski wykorzystuje tę sytuację, by przedstawiać własne doświadczenia sprzed dwóch dekad. W najnowszym nagraniu skupił się już na konkretnym nazwisku. Opowiedział o Grażynie Wolszczak i konsekwencjach, jakie według niego miały mieć dla aktorki decyzje dotyczące serialowej wersji „Ja wam pokażę”.
Zobacz także: Kim jest Daniel Martyniuk? Syn Zenka od lat budzi emocje. Tak wygląda jego życie prywatne
Iwanowski ponownie uderza w Katarzynę Grocholę. „Dla Grażyny to był prawdziwy dramat”
Najnowsze nagranie Iwanowskiego zaczyna się od bezpośredniego nawiązania do wypowiedzi Grocholi o botach:
Wczoraj Katarzyna Grochola mówiła coś o botach. No właśnie, bo ona ludzi traktuje jak boty – to się bierze, używa, a potem jednym kliknięciem kasuje.
Następnie wrócił do serialowej wersji „Ja wam pokażę”. Według Iwanowskiego z projektu miała zniknąć znaczna część aktorów zaangażowanych wcześniej w film, w tym Grażyna Wolszczak. To właśnie sytuacji aktorki poświęcił dużą część nagrania:
Dokładnie tak Katarzyna Grochola skasowała praktycznie całą obsadę z fabuły „Ja wam pokażę”, w tym Grażynę Wolszczak. A dla Grażyny to był prawdziwy dramat.
Iwanowski przekonuje, że Wolszczak wcześniej zrezygnowała z angażu w „Na Wspólnej”, ponieważ miała otrzymać zapewnienie pracy przy „Ja wam pokażę”. Jak twierdzi, gwarancje miały pochodzić zarówno od niego, jak i od Grocholi. Sytuacja miała zmienić się w momencie, gdy serialowa wersja historii o Judycie zaczęła powstawać w innym układzie:
I nagle Grażyna została bez jednego i drugiego serialu. A pamiętacie, jakie to były czasy? Nie było Netfliksa, tylu platform, dziesiątek seriali, filmów powstawało kilka rocznie.
Wolszczak rzeczywiście nie wystąpiła w serialowej wersji „Ja wam pokażę”. Judytę zagrała w niej Edyta Jungowska. Iwanowski przedstawił również własną wersję wydarzeń dotyczących tego, dlaczego dalsza realizacja projektu przebiegała inaczej. Wspominał o zmianie władzy oraz sytuacji wokół „Rysia”, którego produkował. Twierdził, że TVP początkowo było zainteresowane współpracą, lecz później sytuacja miała się zmienić.
Według jego relacji zgodził się wycofać z realizacji „Ja wam pokażę” pod warunkiem zachowania wcześniejszych ustaleń. Jak przekonuje, miały one obejmować m.in. obsadę. W ostatecznej wersji serialu z wcześniejszej produkcji pozostali m.in. Krzysztof Kowalewski i Marta Lipińska, natomiast Wolszczak nie wróciła do roli Judyty.
Iwanowski mówił o finansowych konsekwencjach całej sytuacji:
Ludzie skasowani jak boty, miliony złotych, w tym moje pieniądze z materiałem na serial poszły do kosza.
Bardzo krytycznie ocenił również efekt końcowy serialu:
Serial był tak koszmarny, że po pierwszym odcinku trzeba było przez miesiąc wietrzyć mieszkanie, a odcinek był co tydzień.
