Skandal, co reporter Republiki wypalił do Tuska. Premier się wściekł, jego odpowiedź słyszała cała Polska
Donald Tusk starł się z Adrianem Boreckim, reporterem TV Republika, podczas piątkowego pobytu w Sejmie. Dziennikarz zapytał premiera o sytuację wokół Trybunału Konstytucyjnego i jego odpowiedzialność za działania rządu. Rozmowa szybko przybrała nieoczekiwany obrót.
Do spotkania doszło 6 listopada, po sejmowych głosowaniach. Tego dnia politycy dyskutowali między innymi o propozycji resetu konstytucyjnego Władysława Kosiniaka-Kamysza. Reporter TV Republika postanowił wykorzystać okazję, by zadać szefowi rządu kilka niewygodnych pytań. W pewnym momencie rozmowa zeszła na osobisty wątek, który wyraźnie zmienił jej ton.
Trybunał Konstytucyjny i zarzuty o zamach stanu. Spór polityczny przybiera na sile
Konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego nasilił się pod koniec października. 30 października doszło do zmiany kierownictwa instytucji, a wokół jej siedziby przy alei Szucha w Warszawie pojawili się policjanci. Wydarzenia te wywołały kolejną falę komentarzy politycznych.
Szczególne emocje wzbudziła obecność funkcjonariuszy. Komenda Stołeczna Policji wyjaśniła, że działania miały związek z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa sędziom i pracownikom Trybunału. Policja otrzymała wcześniej korespondencję Prokuratora Generalnego oraz pismo jednej z sędzi, w którym wskazywano na możliwe zagrożenia dla życia i zdrowia osób przebywających w budynku.
Funkcjonariusze podkreślali, że ich zadaniem było zabezpieczenie porządku publicznego. Samo pojawienie się policji stało się jednak kolejnym przedmiotem politycznych sporów.
Przedstawiciele prawicy przedstawiali działania podejmowane wokół Trybunału jako bezprawną ingerencję w funkcjonowanie instytucji. W publicznych wypowiedziach pojawiały się również oskarżenia o zamach stanu. Strona rządowa broniła natomiast przyjętej interpretacji przepisów i wskazywała na konieczność rozwiązania kryzysu.
Sprawdź także: Krzysztof Jackowski ostrzega Nawrockiego ws. Trybunału Konstytucyjnego. Ujawnił, co go czeka
Donald Tusk starł się z reporterem TV Republika. Padło pytanie o żonę premiera
Do konfrontacji Donalda Tuska z Adrianem Boreckim doszło 6 listopada w Sejmie, po sejmowych głosowaniach. Tego dnia posłowie odrzucili wniosek o wotum nieufności wobec ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego. W parlamencie trwała intensywna dyskusja dotycząca bieżącej sytuacji politycznej, a jednym z głównych tematów pozostawał kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Premier został zapytany przez dziennikarzy o propozycję resetu konstytucyjnego przedstawioną przez Władysława Kosiniaka-Kamysza. Tusk odpowiedział krótko:
Dziękuję.
Wtedy do rozmowy włączył się reporter TV Republika. Adrian Borecki postanowił kontynuować temat, kierując do szefa rządu znacznie ostrzejsze pytanie:
Dlaczego dokonujecie zamachu stanu? Nie boi się pan odpowiedzialności?
Było to nawiązanie do zarzutów formułowanych przez polityków prawicy w związku z działaniami podejmowanymi wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Donald Tusk odpowiedział, że spodziewał się po dziennikarzu bardziej wyrafinowanego pytania. Następnie odniósł się do kwestii strachu i odpowiedzialności:
Niczego się nie boję. Pana Boga się boję, żony trochę.
Właśnie ten fragment wykorzystał Borecki, by skierować rozmowę na osobisty temat:
Bije pana może, że się pan boi?
Reakcja szefa rządu była natychmiastowa. Tusk wyraźnie zmienił ton i zwrócił się bezpośrednio do dziennikarza:
Wie pan, co to jest chamstwo? Jeśli pan nie wie, to niech pan sobie odegra swoją wypowiedź. Wyjątkowo brzydka postać z pana.
Krótkie spotkanie na sejmowym korytarzu, które rozpoczęło się od pytań o Trybunał Konstytucyjny, zakończyło się osobistą konfrontacją premiera z przedstawicielem TV Republika.
Sprawdź także: Nowe wieści o Nataszy Urbańskiej. Oficjalnie zwróciła się do ludzi
Reset konstytucyjny Władysława Kosiniaka-Kamysza. O co chodzi w propozycji PSL?
Tło rozmowy Tuska z reporterem stanowi kolejny etap sporu o Trybunał Konstytucyjny. 5 listopada Władysław Kosiniak-Kamysz przedstawił propozycję tak zwanego resetu konstytucyjnego. Lider PSL zaproponował rozwiązanie, które miałoby zakończyć wieloletni kryzys wokół jednej z najważniejszych instytucji państwowych.
Projekt zakłada nadzwyczajne odnowienie składu Trybunału. Mandaty obecnych sędziów miałyby wygasnąć, a oni sami uzyskaliby status sędziów w stanie spoczynku. Następnie wybrano by nowy skład instytucji. Wybór miałby odbywać się w Zgromadzeniu Narodowym, czyli podczas wspólnych obrad Sejmu i Senatu, większością trzech piątych głosów. Propozycja wymagałaby zmiany konstytucji, a więc szerokiego porozumienia politycznego. PSL przekonuje, że takie rozwiązanie mogłoby zakończyć spór o status Trybunału i przywrócić zaufanie do jego działalności.
Kosiniak-Kamysz zapowiedział również powołanie zespołu parlamentarnego, który miałby pracować nad szczegółami projektu. 6 listopada ludowcy poinformowali o rozpoczęciu kolejnego etapu prac oraz planowanych konsultacjach z organizacjami społecznymi i różnymi środowiskami.
Pomysł spotkał się jednak z różnymi reakcjami wśród polityków. Wątpliwości dotyczące możliwości przeprowadzenia tak daleko idących zmian zgłaszali także przedstawiciele koalicji rządzącej. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty wcześniej sceptycznie oceniał szanse na zmianę konstytucji w obecnej kadencji. Również w KO i Nowej Lewicy pojawiały się krytyczne głosy dotyczące inicjatywy PSL.